‘Powiedzmy, że był dzień, deszcz ze śniegiem, popołudnie. Powiedzmy, że była to ziemia na Księżycu albo, że księżyc w parku. Że mimo mroźnego powietrza świeciło tak od dawna wyczekiwane słońce. Powiedzmy, że ulicą szli dwaj mężczyźni, i powiedzmy, że szły dwie kobiety. Każdy mężczyzna z żebra każdej z kobiet, a każda kobieta z żebra tej drugiej. Więc szli, mężczyzna, mężczyzna, kobieta i kobieta. Jechał samochód, czerwony. Na chodnikach ciągle był jeszcze zielony śnieg a pogoda niezmiennie, mimo padającego deszczu była słoneczna i sucha. Mężczyzna złapał za rękę kobietę i stał się kobietą, ta druga podbiegła do tego drugiego i nim się stała. Powiedzmy, że jest ten sam dzień, trochę później, tak z 2 godziny. Chodnikiem idzie mężczyzna i kobieta. Zatrzymują się oboje, mimo że ona go mija. On chwyta ją za rękaw płaszcza, mimo że ona ma na sobie wiosenną sukienkę. On zostaje sam na ławce, ona tańczy wkładając mu banknot do kubeczka. On jest bogaty, ona biedna. On i kobieta. Ona i mężczyzna. Nie, nie są szczęśliwi, a przecież mogli być.’